Bardzo dawno nic nie było, nie było czego wstawiać. Znalazłem coś co jest niesamowite na dzień dzisiejszy. Pierwszego października odnalazłem siebie. Nie można tego nazwać autoportretem ale nie potrafię odpowiedzieć sobie na wiele pytań związanych z obiektem moich fotografii. Nie będę ich wyliczał, pozostawiam interpretację odbiorcom. Publikuję tutaj, ponieważ digart uważa, że to zbyt brutalne, a maxmodels też raczej nie będzie dobrym miejsc dla tych zdjęć.
Śmieci no ale próbuję. To był jakiś bieg pokoju albo zdrowia, sobota na Finsburry. W dużym mieście dzieje się coś zawsze, dobrze że promuje się zdrowy styl życia, proponuję każdemu ananasa na złe humory – szkoda że uczulają mi język.
Nie lubię pejzaży, może dlatego że są najtrudniejsze. Nie lubię kiedy coś jest trudne, a kto lubi? Ten pierwszy zatytułowałbym “Biznes is biznes” – najbardziej mi się podoba, drugi to widok z Alexandra Palace, dobre miejsce, natomiast trzeci też Alexandra ale Park i ptaszki. Mam jeszcze trochę Big Benów w folderze ale daruję je sobie, przynajmniej dzisiaj. Sam jeszcze nie wiem co będzie dalej
Zdjęcia zrobione w pewną sobotę.


















